6 lipca 2009 12:42
Siatkarsko
W sobotę byłam na meczu Ligi Światowej siatkówki w Hali Stulecia we Wrocławiu :)
Polska grała z Wenezuelą i wygraliśmy 3:1
To mój drugi mecz widziany na żywo i jestem pod nieustającym wrażeniem widowiska :) Uwielbiam takie imprezy, tłumy kibiców przed halą, białoczerwone, wypełnione po brzegi trybuny, a nade wszystko wspaniała siatkówka no i niesamowity doping. Choć reprezentacja grała w całkowicie zmienionym składzie w stosunku do tego, czego się spodziewałam w momencie kupowania biletów, to i tak było przednio :D
Po meczu udało mi się złowić nawet parę autografów, chłopaki strasznie wysocy są...strasznie ;)
Tak sobie myślę, że raz do roku taki wypad na meczyk to musi być standard, a kto wie, może i się uda 2 razy do roku, tylko mecze muszą być blisko.
Komentarze (1)3 lipca 2009 12:21
Kilka ważnych spraw
Wakacje
Tak, tak u mnie już (dopiero!) trwają od poniedziałku w zasadzie.
Pogoda jednak dopiero od wczoraj dopisuje i oby tak już było, przynajmniej na początku lipca ;)
Oglądam telewizję i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że przyroda się mści... i słusznie, bo człowiek sobie za dużo pozwala, nie mając w praktycznie prawa by dzielić i rządzić, bo przecież to owady dominują na naszej planecie. Ingerencja jest coraz większa i obejmuje wszystkie elementy środowiska, a że każda akcja wywołuje reakcję, to mamy huragany, trąby powietrzne, ogromne ulewy i powodzie. Najgorsze jest to, ze zaczęły one dotyczyć także nas i to coraz częściej.
Z ogromnym zdziwieniem przyglądałam się obrazkom z pływającej Warszawy, czy Trójmiasta, bo o ile powodzie już przerabialiśmy (należałoby w tym momencie spytać, dlaczego powódź '97 niczego nie nauczyła? - ale to oddzielny problem), to burze z takimi ulewami, by ulice zmieniać w rzeki to jakieś kuriozum. Wychodzisz człowieku po sól do sklepu a wracasz po kolana w wodzie O_o Nie, to nie jest normalne... Na szczęście moja mieścina sucha, mimo deszczy.
Co do śmierci Michaela - nie spodziewałam się, ze może z tego wyjść taki cyrk. Ja już pomijam to, co wyprawia rodzina, która nagle przypomniała sobie, że ma syna i brata i bardzo by chciała spadek...ale gazety, które dwoją się i troją w domysłach na temat dzieci Jacksona, że to nie jego...a i najlepsze - że ich matka to nie ich matka. Dowiedzieliśmy się m.in także, że Michael nie miał włosów. Czekam na kolejne raporty co miał, a czego nie i w jakich ilościach :/
No i oczywiście ten ogromny zryw na całym świecie. Nagle wszędzie kochają Jacksona, wszędzie puszczają jego utwory. Majkel już nie jest obciachowy, dobrze wiedzieć, wreszcie jestem trendy. Ciekawe kiedy go całkowicie wybielą (rany, jak to kuriozalnie brzmi) i powstanie wolna od jakichkolwiek mrocznych sekretów legenda - jak z Elvisem. Bo że tak będzie jestem niemal pewna.
Umarł król, niech żyje król!
Dzisiaj widziałam wideo z jego ostatniego występu - prób do trasy koncertowej, zarejestrowanego na 2 dni przed śmiercią. Kurcze na początku myślałam, że to jakieś stare jest. Był w formie i nawet nie wyglądał tak strasznie jak na niektórych zdjęciach - myślałam, że było z nim gorzej.
We wtorek show pogrzebowe (?) Ach ta Ameryka...
_______________________
Zasłuchuję się w Linkin Park -
New Divide - świetne, wspaniałe, polecam :)
Komentarze (0)26 czerwca 2009 23:28
Michael wiecznie żywy
Król popu, który przeszedł do historii, choć był właściwie historią za życia.
Bez względu na to jakim człowiekiem był i co siedziało w jego głowie, wniósł do muzyki tyle, że bez wahania można powiedzieć o nim muzyk wielki. Takie talenty zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat.
Smutno jakoś, miał być wielki powrót... już nie będzie.
Smutno tym bardziej, że Jackson to kawał mojego dzieciństwa i mam taki swoisty sentyment do jego muzyki, do której w tym roku wróciłam, po wielu wielu latach. Ze zdumieniem odkryłam, że pamiętam każdy teledysk i większość utworów. To na jego muzyce uczyłam się angielskiego :) To było tak dawno...
Taki powrót w przeszłość jest bezcenny.
Teraz siedzę, słucham i oglądam: Thriller, Bad, Smooth Criminal, Dirty Diana... i ta choreografia, ech - nie do podrobienia.
Komentarze (1)11 kwietnia 2009 19:22
Wesołego Alleluja!
Wiosenkowo i słonecznie,
pisankowo i bajecznie,
składam Wam życzeń moc
bo już jutro Wielkanoc.
Rodzinnego śniadanka,
pisanek i baranka,
kurczaka uhahanego
i zajączka wesołego
potraw udanych,
mazurków przybranych,
w poniedziałek wiadra wody
w myśl tradycji, dla ochłody.
Odwróć się od polityki,
wygoń z siebie złe nawyki.
Odpoczynku, kontemplacji
zamiast nauki - wakacji
trzeba trochę się ponudzić
żeby potem móc się trudzić!
Więc radości i słodyczy,
tego Beti Wam dziś życzy!
Słaba ze mnie jest poetka
prędzej raczej wierszokletka
Z Isabel nie mam szans
Lecz nie dla mnie taki "lans"
Komentarze (0)22 marca 2009 23:30
"Biało czerwony wulkan wybucha"
Taki dzień jak dzisiejszy zdarza się niezwykle rzadko, a taki weekend, jak ten który się właśnie kończy - jeszcze rzadziej.
Zdarzają się sukcesy bardziej lub mniej spektakularne, ważniejsze i mniej ważne, ale jak sięgam pamięcią tylu dobrych osiągnięć naszych sportowców w przeciągu 3 dni nie było dawno.
Wszystko zaczęło się w piątek od skoków narciarskich.
Ostatni weekend lotów w Planicy zaczął się wspaniale dla nas, od
2 miejsca Adama Małysza, który musiał uznać wyższość niejakiego Szchlierenzauera (i znowu on...), ale nie istotne, ważne że było pudło i nagroda
Man Of The Day dla najlepszego skoczka spoza czołówki. Lepiej późno niż wcale, to zaledwie drugie podium w tym kończącym się sezonie, więc cieszyło ogromnie :)
Eksplozję radości wśród stale zmniejszającej się grupie kibiców skoków wywołał sobotni konkurs drużynowy... Mnie absolutnie poraził, zaskoczył i ściął z nóg, tym bardziej, ze konkursu oglądac nie mogłam. Poza tym na co tu patrzeć, na kolejne 7 miejsce i walkę o byt? Nic bardziej mylnego...jak się później okazało przegapiłam
najlepszy konkurs drużynowy w wykonaniu naszych w historii!Polska drużyna zajęła 2 miejsce, ustepując niewiele Norwegom :) Co istotne na podium zabrakło Austrii ;P Sukces dla naszych kolosalny (dla trenera chyba wybawienie) i nie ważne już, że pomogło nam odwołanie 2 serii. Skakali naprawde bardzo dobrze, wyśmienicie wręcz...jakby nie nasi ;)
No cóż, szacuneczek panowie i nawet sztab trenerski na ukłony zasłużył (chociaz nie wiem, czy się zegnę ;)).
Duży sukces, jednak to jeszcze nie było wszystko tego dnia. Swój dobry występ i 3 miejsce w biathlonie zaliczył Sikora, a Justyna Kowalczyk dzieki swoim występom w Falun miała Kryształową Kulę w biegach narciarskich na wyciągnięcie ręki :D
Dla mnie jeszcze dodatkowo pozazimowa, fantastyczna wiadomość, że ZAKSA Kędzierzyn wywalczyła awans do finałowej 4 Plus Ligi siatkarzy :D:D
Ten dzień był piękny! ;P
Niedziela była niczym wisienka na torcie :)
Zaczęło się od pełnych komplikacji, trwających ok. 3 godziny skoków narciarskich, gdzie po 1 serii Stoch był 11, a Małysz prowadził! 2 serii jednak nie odwołano (a byłoby tak pięknie) i ostatecznie Małysza przeskoczył Olli, dając mu i tak świetne 2 miejsce (wróciła forma Adamowi...na sam koniec...to nie tak miało być...ale medal za rok bedzie, tak mówią ;P), a Stoch się poprawił i ostatecznie był 8. Co więcej Małysz został "Man OF The Year", czyli najczęściej stającym na podium skoczkiem spoza czołówki (taki mały sukcesik ;)).
Swoje dołozyła Justyna Kowalczyk, na którą w tym sezonie zawsze można było liczyć i nalezało sie jej :)
Zdobyła dwie Kryształowe Kule - małą i dużą, wygrywając Puchar Świata ze Słowenką o posturze faceta ;)
To był wielki dzień, 2 razy wysłuchaliśmy hymnu (a mogło być i 3 razy), a sukcesy sypały się jeden za drugim jak i podczas całego weekendu. Może nie jest jeszcze tak źle z naszym sportem.. nadchodzi lepsze? Oby.
Wszystkim sportowcom gratuluję!
Podsumowując: 2 Kryształowe Kule, 1 zwycięstwo, 1 Man of the year, 3 drugie miejsca, 3 trzecie miejsca i awans do finału PlusLigi :)
Komuś mało?
Komentarze (0)17 marca 2009 20:41
Żeby nie zwariować...
Początki są trudne, ale ten początek semestru jakiś bardziej intensywny niż wcześniejsze... Już 2 kolokwia w tym tygodniu, a do tego czytanie, streszczanie, klikanie w mapy i pisanie dziwnych analiz oraz kartografia matematyczna, której nie ogarniam...
Znowu się zacznie...wyścig z czasem i nieustanne myślenie o tym jak tu czas oszukać, bądź jak rozciągnąć dobę, choć o 2 godziny (jak ktoś wie, proszę się podzielić), a ostatnio to nawet o tym jak opanować sztukę bilokacji...
Obym jednak znalazła czas na to, żeby przystanąć i zwyczajnie się zadumać...nad rzeczami ważnymi, ale i błahymi, bo za bardzo dziś świat goni, a my pędzimy razem z nim, żeby nie zostać w tyle.
Czasem trzeba sobie jednak uzmysłowić po co to wszystko...Polecam ten utwór Dżemu, daje do myślenia i jest prawdziwy.
Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi
Bo nie jesteś sam
Śpij, nocą śnij
Niech zły sen cię nigdy więcej nie obudzi,
Teraz śpij
Niech dobry Bóg zawsze cię za rękę trzyma
Kiedy ciemny wiatr porywa spokój,
Siejąc smutek i zwątpienie
Pamiętaj, że
Jak na deszczu łza,
cały ten świat nie znaczy nic, a nic
Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil
Najlepszą z twoich chwil
Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia,
Żeby umieć żyć
Bez znieczulenia, bez niepotrzebnych niespełnienia
myśli złych
Jak na deszczu łza,
cały ten świat nie znaczy nic, a nic
Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil
Najlepszą z twoich chwil
Komentarze (0)3 marca 2009 23:28
Czy naprawdę jest juz aż tak źle?
Wrócę do sytuacji stosunkowo niedawnej, równie załamującej co zaskakującej, a mianowicie do wybryków poza antenowych pana Kamila Durczoka. Miałam nie poruszać tego tematu, bo przecież i pan Lis został przyłapany na rzucaniu mięsem i draki nie było, jednak tym razem i ja zajmę stanowisko w tej sprawie.
Pana Durczoka lubię i cenię (nie użyję czasu przeszłego) już od dawna, gdy jeszcze pracował w TVP. Zawsze wydawał mi się człowiekiem wysokiej kultury (na tyle, na ile odbiornik tv pozwala). Jakież więc było moje zdziwienie, gdy obejrzałam sławetny filmik o "upierd*** farbą stole". Czy to ten sam pan Kamil?? O zgrozo, ten sam. Ja bardzo przepraszam, że się tak bulwersuję (ktoś mógłby rzec, że jak dziecię), ale ja wszystko rozumiem: stres, odpowiedzialność, żeby to jakoś wyglądało, wkurzenie, człowiekowi może się zdarzyć, że powie coś niecenzuralnego, ale zaraz taka wiązanka jak z blokowiska?! Oj panie Kamilu nieładnie.
Duża część społeczeństwa nie widzi w tym nic złego i pisze, że przecież wszyscy tak mówią, że to normalka. Normalka? Ja sobie wypraszam, do tego społeczeństwa nie należę i należeć nie chcę, bo przekleństwami się zwyczajnie brzydzę. Skoro jednak dla tak dużej ilości ludzi jest to normalne, to przeraża mnie to, bo to jest upadek języka...a co za tym idzie kultury...skoro juz nawet dość swobodnie używa takich słów pan Kutz. Mam nadzieję, że chociaż prof. Miodek albo pan Bogusław Kaczyński wysławiają się normalnie... potrzeba nam autorytetów i to na gwałt i raczej nie takich jak pan Durczok.
Podczas pisania tej notki, w tv aluzja do stołu padła 2 razy i pada naprawdę bardzo często w samym tylko tvnie ;) Większość obraca to w
żart (Szymon w walentynki w tvn24 w najlepszy sposób :D), z resztą tak
jak sam zainteresowany parę dni później w Faktach. Z czasem się już
wszyscy tematem znudzą i zapomną.
Mimo tego wszystkiego, co tu napisałam nadal uważam pana Kamila za bardzo dobrego dziennikarza, jednego z najlepszych, sympatycznego z wyglądu...pozostałe rzeczy nie mnie oceniać tak naprawdę.
Komentarze (0)19 lutego 2009 23:16
"Życie choć piękne, tak kruche jest"
Wczoraj, to jest 19 lutego, mniej więcej około godziny 22:00 na TVP Sport poinformowano o śmierci Kamili Skolimowskiej, polskiej lekkoatletki (rzut młotem), medalistki olimpijskiej z Sydney.
Miała 26 lat, była pod opieką lekarzy, jako sportowiec. Na treningu na zgrupowaniu w Portugalii zasłabła, potem straciła przytomność i mimo godzinnej reanimacji zmarła...nie wiadomo dlaczego, nagle.
To nie pierwszy taki przypadek w polskim sporcie, w ten sposób odeszło już kilku sportowców.
Czy to zawał? Przemęczenie? Choroba płuc? Jak w XXI wieku można nie zdiagnozować choroby?
Czy sport, to aby na pewno zdrowie? I w końcu dlaczego tak młoda, utalentowana zawodniczka musiała odejść?
Wiele pytań kłębi się w głowie... odpowiedzi wciąż nie ma.
Minister sportu - Mirosław Drzewiecki powiedział wczoraj "Bóg się pomylił".
Jeśli zatem się mylił, to pomylił się także w wielu innych przypadkach...w przypadku dwojga młodych, wspaniałych siatkarzy: Agaty Mróz i Arka Gołasia, czy innych młodych, utalentowanych, choć mniej znanych sportowców.
Bóg aż tak się nie myli. Może w takim razie to wcale nie pomyłka? Może to ma sens? Tylko my tego nie pojmujemy. Pewnie tak jest. Ale pogodzić się jest trudno, jest i będzie.
Dzisiaj rano pan redaktor bardzo ładnie powiedział. Może Tam są jakieś Igrzyska i Bóg jej potrzebował?
Nie piszę tego ze względu na to, że Kamila była popularnym sportowcem (bo jak to zwykle bywa ludzi znanych opłakuje się bardziej), lecz ze względu na sposób, w jaki odeszła. Ta wiadomość (jak i wiele podobnych, gdy ktoś młody nagle umiera) zszokowała wielu i przypomniała o kruchości życia.
Dlatego moi drodzy: Carpe diem! Cieszmy się każdą chwilą i pamiętajmy, że:
Jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczy nic, a nic.
Chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwilNajlepszą z Twoich chwil... Dżem Do Kołyski...
Najważniejszym chyba wnioskiem z rozmyślań, jakie wywołało u mnie to wydarzenie jest to, byśmy nauczyli się szanować ludzi i doceniać ich w porę, a nie, gdy jest już za późno, stawiać wirtualne świeczki i pisać sloganowe "wielki, wspaniały sportowiec", gdy przedtem często zwyczajnie "wieszało się na nich psy". Tak dzieje się niestety często i to nie tylko w sferze sportu.
Tej umiejętności sobie i Wam życzę.
A Kamili Skolimowskiej oddaję należną minutę ciszy... bez wirtualnych świeczek.
Komentarze (2)14 lutego 2009 17:49
Walę tynki
Dziś jest ten dziwny dzień, którego nie darzę sympatią i to nie tylko z powodów osobistych, ale i ideologicznych. Bo to wytwór typowo marketingowy, amerykański... Jak ktoś kogoś kocha, to żadnych walentynek nie potrzebuje do tego, żeby miłość komuś wyznać, jeśli jednak robi to tylko dzisiaj, to kij z nim ;)
Dziś jednak da się ten dzień znieść siedząc w domu i nie oglądając TV, no może za wyjątkiem Poranka w TVN24, gdzie już tradycyjnie pan redaktor Kuźniar, w charakterystyczny dla siebie sposób wprawił od rana w dobry humor :) (m.in.wyznawał wszystkim miłość i obsypywał wirtualnymi serduszkami).
No to ja w tej konwencji napiszę:
Kocham Was ludziee! PiS* and Love! V_(^_^)_V
P.S. Trochę pozmieniałam tu i tam. Mam świadomość, że piszę "do szuflady" jak to mawiał poeta, no ale a nóż widelec...
*nie jestem zwolenniczką tej partii, w żadnym razie!Komentarze (3)13 lutego 2009 23:48
Chwila oddechu...
Już po wszystkim, póki co. Było ciężko i nie obyło się bez pierwszej w życiu poprawki, ale to już wszystko za mną. Dzisiaj oddałam indeks do dziekanatu i odetchnęłam z ulgą :)
Niestety czas odpoczynku i tzw. resetu nie potrwa długo, bo z moich obliczeń wynika, że mam tylko tydzień ferii, no niestety, ale dobre i to.
A co w trawie piszczy?
Tak to już w życiu bywa, że jak ktoś pochłonięty jest sprawami, że tak się wyrażę "zawodowymi" to na życie nie starcza czasu...ja chyba jestem takim pracoholikiem naukowym i wcale mnie to nie śmieszy, wręcz przeraża. Bo jakby wam tak streścić co u mnie, to nie wyjdzie z tego wiele...u mnie ostatnio tylko notatki, mapki i projekty...z życia prywatnego zostaje tylko sen, krótki ale zawsze. Nie mam zamiaru tu teraz narzekać, bo sama tę drogę obrałam. Czasem sobie tylko zadaję pytanie, czy aby gra jest warta świeczki? Muszę sobie mówić, że tak... i mieć nadzieję. Całe szczęście robię to co lubię, dzięki temu może jeszcze żyję i mogę teraz pisać te słowa i nie wylądowałam w jakimś zakładzie dla obłąkanych :)
Ostatnio coraz częściej sobie myślę, żeby zmienić oblicze bloga i nie chodzi mi tu wcale o grafikę, ale o treść. Trzeba się wygrzebać z banału (chociaż w moim przypadku, nie będzie to całkowicie możliwe) i zacząć pisać inaczej... nie wiem jeszcze co to znaczy, heh.... i znowu w słowa czegoś ubrać nie mogę, oj tak przez to całe miedziorytnictwo i projektanctwo zaczyna kuleć u mnie aparat przelewania myśli na, no właśnie, na html? Jakież to banalne znów...niestety chyba to świat jest banalny.
Czy jednak chcę odcinać się całkowicie od przeszłości? Nie sądzę, bo ja jestem wciąż taka sama...dziewczyna, która nie chce dorosnąć nigdy, a musi i to ją przeraża. Wiecznie Anią z Zielonego Wzgórza być się nie da...oj nie. Nie na zewnątrz...ale gdzieś tam w środku na pewno. Bo masz tyle lat na ile się czujesz...co by mi dawało jakieś 16 :)
Może zakończę tym optymistycznym akcentem. Rozpisałam się, no ale cóż jak się spędza 2 miesiące na zakuwaniu, to się potem za dużo myśli :)
Komentarze (0)
| Wstecz |
| Dalej |