7 października 2010 23:00
"To już minęło, ten klimat, ten luz..."
Koniec wakacji, już tydzień zajęć za mną. Ledwo skończyłam być studentką jestem nią znowu - i dobrze, muszę się oswoić z tą myślą, że już bardziej praca niż nauka mnie interesować powinna. Więc GP na luzie niech będzie. Już nic nie muszę. Tytuł magistra jest - niby zobowiązuje - ale fak de system ;)
Wakacje miałam krótkie, ledwie 1,5 tygodnia. Czas się przyzwyczajać, bo już lepiej może nie być. Kiedy inni mieli wakacje ja dziergałam magisterkę i naprawdę mam już jej serdecznie dość - leży sobie na szafie.
Szkoda mi, że to już koniec moich geograficzno-kartograficznych studiów. Jakoś tak nie potrafię sobie wyobrazić siebie poza murami Gmachu Głównego... Jeszcze tego nie czuję, ale pewnie już na początku listopada będzie mi czegoś strasznie brak. Już czuję się dziwnie mówiąc, że STUDIOWAŁAM geografię... i chyba tak będzie jeszcze przez jakiś czas.
Pamiętam, jak na 1 roku mgr. przechadzając się korytarzami Instytutu z dziewczynami, rozmawiałyśmy o tym, że będziemy to wspominać, kiedy przyjdzie czas rozstania z tym miejscem i z tymi ludźmi. Patrzę się na wygaszacz mojego komputera - zdjęcia korytarzy, ludzi z którymi się "użerało" ;) kilka ładnych lat i te wszystkie podróże, te wspaniałe miejsca, które odwiedziłam i których nie poznałabym zapewne, gdyby nie te studia. Darnków, Lubawka, Orle, Boszkowo, objazdówka... twarze, widoki, filmiki przypominają wszystkie te fajne momenty i fajnych ludzi. Bardzo często zawieszam się na wygaszaczu komputera... bo to takie studia, że będzie się często wspominać, bo jest co wspominać i jest tego wiele.
I choć ciężko u nas z pracą, nie żałuję swojego wyboru. Było fajnie, bo to najlepsze studia :) Jak to się kiedyś mawiało geografia rządzi! ;)
Ehh, sentymencior będzie, wszak GP to już nie to samo...
Mogłabym tak godzinami, ale w obawie przed kolejnym zawieszeniem się zakończę.
Dużo bym dał, by przeżyć to znów
Wehikuł czasu to byłby cud...Komentarze (1)16 sierpnia 2009 00:43
A może tak morze?
Właśnie dziś wróciłam z tygodniowych wakacji nad polskim zimnym Bałtykiem :P
Pogoda względnie dopisała, zdążyłam się spiec, więc spoko ;P Z tym moim brakiem albedo to jednak nie wyszło tak jak chciałam, ale widocznie pewnych rzeczy się nie przeskoczy ;)
Co oprócz Bałtyku? Chociażby urokliwy (i zatłoczony) półwysep Helski, albo Sopot pełen przepychu i luksusowych hoteli i oczywiście fale na morzu :)
Gdyby nie małe dolegliwości zdrowotne, byłoby super.
Co do Władysławowa, to takie trochę nudnawe miejsce... jedna aleja gwiazd sportu, ośrodek przygotowań olimpijskich Cetniewo, port, plaża (te pety w piasku...), nawciskane domki i dyskoteki wszędzie (rany jakie to nie moje klimaty) - i właściwie tyle ;P
Wszędzie pełno brązowych foczek opalających się na...czarno? Bo już chyba bardziej po solarce się nie da, a jednak się opalają...no i marnych szpanerów pełno. Jakoś swobodniej się czuję w górach - tam jest klimatycznie. Tutaj klimat miało tylko molo w Sopocie.
Wiem, narzekam. To na koniec optymistycznie...hmm...żarcie było dobre ;P Nie schudłam w ogóle nooo...
A teraz idę spać, bo mnie podróż wykończyła...
Acha, jeszcze jedno. Autostrady w Polsce są, sama widziałam fragmenty trzech ;P (A4 wiadomo w zasadzie cała, do tego A1 i A2 - obydwa kawałki już płatne :/)
Komentarze (0)17 lipca 2009 12:08
Zielone wzgórza nad Soliną

W tamtym tygodniu gościłam na Podkarpaciu.
Pogoda generalnie dopisała, choć miało być deszczowo. Dotleniłam się za wszystkie czasy :) Jednak domek z wielkim ogrodem to jest coś.
Wybrałam się również w Bieszczady, ale z braku czasu "zwiedzałam je od dołu" ;) I tak są piękne, a Jezioro Solińskie...hmm malownicze.
Nie rozumiem tylko czemu tam sprzedają ciupagi i kowbojskie kapelusze...ale interes się kręci.
Teraz siedzę w domu, upał niemiłosierny, od czasu do czasu przechodzą burze - tak było w tym tygodniu. Na szczęście przyroda pozwoliła na obejrzenie meczy siatkarskiej Ligi Światowej i nie zabrała mi Polsatu :)
Za 3 tygodnie nad morze, ale do tego czasu wypadałoby coś porobić z pracą magisterską...ehh...strasznie mi się nie chce :( Odkładam tak z dnia na dzień, ale już w przyszłym tygodniu coś zrobię, może nawet w ten weekend. Już się chyba dość wynudziłam.
A co u was?
Komentarze (0)24 sierpnia 2008 19:32
Back from mountains!
Wróciłam :) Było fajnie, pogoda dopisała, rekord wysokościowy pobity :) - teraz wynosi 2499m :D
Ale po kolei.
Miałam spisywać relacje dzień po dniu, ale net w Zako tak się ciął, ze nie dało rady. Poza tym zastanawiam się, czy ktoś w ogóle to przeczyta(ł) i czy jest sens, ale co tam, chociażby dla siebie do archiwum to zachowam :), miło potem poczytać.
Dzień kolejny - wtorek, to wycieczka Czerwonymi Wierchami od Kasprowego. Upał był okropny, a ja się spiekłam (jestem ciekawa co na to fani albedo ;P), ale widoczność była doskonała :)). Niestety z powodu ponad 3 i pół godzinnego czekania w kolejce do kolejki -_- (a byłam tam o 7 rano) wszystko się przesunęło i trzeba było skrócić wycieczkę, żeby wrócić przed zmierzchem.
Ciekawostka z tego dnia? Oprócz spotkania 4 znajomych pod Giewontem, to jeszcze wspaniała i arcyśmieszna kolejka na ową Górę Ceprów i to gdzieś tak o godz 16.00 - 17.00. Żaaaaal.
Czwartek - Beata na dachu Świata, czyli Rysy :) Ciężko było, do tej pory bolą mnie mięśnie, ale zrobiłam to! Doszłam! Zdobyłam Rysy!! Wygrałam swój finał Olimpijski - pokonując własne lęki przestrzeni itp...
Fajnie było, ale zanim będzie drugi raz dobrze się zastanowię, 3 razy :P
Piątek - dzień luzu, kręgle - byłam niepokonana wśród młodzieży ;P
Sobota - Mięśnie bolały, chmury wisiały nad górami, więc było tylko pół Doliny Białczańskiej na Słowacji. ale za to cisza spokój i niewielu turystów (oł jea!)
No i to by było na tyle ;)
Podsumowanie: Ceprów jakby mniej, ale na wszelki wypadek omijałam Morskie Oko szerokim łukiem ;P
Najlepsze teksty "turystów" - "Szybciej, szybciej!" - facet poganiał babkę na kamienistym wyślizganym zejściu z Giewontu - a już prawie zbiegała, czy też tekst: "wejdziemy na Giewont, zdejmiemy buciki i się poopalamy" - tekst roku chyba xD szczególnie w kontekście tych kolejek - babeczka chyba nie wiedziała, gdzie idzie ;P
A hasło wyjazdu (raczej mańifest)? "Góry dla górali!".
A teraz tylko gorsze, czyli zamieszanie rekrutacyjne na magisterkę (chyba to będzie kartografia, nie turystyka) i prawo jazdy.
Komentarze (1)17 sierpnia 2008 21:40
relacja z Zakopanego :)
Miałam napisać po przyjeździe do domu, ale jakimś cudem udało mi się tu złapać zasięg internetu :D Dlatego też skorzystałam z okazji, aby co nieco naskrobać o tych 3 dniach.
W piątek pogoda nie była najgorsza, toteż zorganizowaliśmy miniwycieczkę w Dolinę Strążyską (bilety do parku nadal w formie gównianych paragonów, żaal), nawet specjalnie tłoczno nie było. No a w Pekinie 2 medale :D worek się rozwiązał :)
W sobotę lało, zmokłam na krupówkach, a potem jeszcze na dodatek siatkarze przegrali z Brazylią... niby bez tragedii, ale żal trochę :(
Dzisiaj natomiast bycza wycieczka w Tatry Zachodnie - Grześ i Rakoń. Cały dzień na nogach, a w dodatku 0 widoczności, ale byłam w chmuurze, byłam w cumulusie :PP fajne uczucie ;)
Wracam sobie do domu, a tu Polska ma już 6 medali na IO!!! Za jednym zamachem przegapiłam 4 medale :o no trudno, ważne, ze są :) oby tak dalej, niech będzie ich jak najwięcej (ja osobiście najbardziej liczę na siatkarzy, ale na szczypiornistów też :))
To tyle na razie, do rychłego poczytania :)
BBB
Komentarze (0)
| Wstecz |