21 listopada 2011 10:08
Could this be the end?...
Dawno tu nie zaglądałam...
Czasy się zmieniają, nie mam już ochoty pisać bloga, nie mam póki co ochoty na hurtową taśmową sprzedaż swoich uczuć, emocji i przemyśleń, chociaż nigdy za wiele ich tu nie zdradzałam.
Niewiele się zmienia... nadal przeraża mnie wszechobecna internetowa głupota, chamstwo i przytłaczająca dysortografia. Rozpuszczone, prymitywne gówniarstwo zwane pięknie "młodzieżą" i pseudointelektualiści, którzy ledwo pokończyli studia, a teraz z powodu swojego sprytu i często bezczelności będą mi zabierać pracę (ponoć bezczelni mają lepiej). Życie mnie przerasta? Możliwe...
A teraz pomyślę o czymś miłym... 1...2...3...
Oficjalnie zawieszam blog
- bez odbioru -
Komentarze (0)10 października 2010 17:30
Kończ waść, krzyża oszczędź...
Jesień...
Ale nie narzekam, ładnie jest, nawet bardzo. Temperatury może jesienne, ale aura iście letnia :) Nie przeszkadza mi nawet to, że dzisiaj na każdym kanale o Smoleńsku, i o tym małym, co to zmysły postradawszy zamiast na Wawelu, czy na miejscu katastrofy, 10 każdego miesiąca wieńce nosi pod pałac... na szczęście już bez krzyża.
Krzyż...to słowo zawsze budzące szacunek i refleksję, teraz wywołuje gniew i same negatywne odczucia. Refleksje tez wzbudza, ale jednak nie takie jak powinien, a mianowicie refleksje na temat tego, dokąd zmierza Państwo i jak wielka jest głupota ludzka i zaciemnienie społeczeństwa.
Patrząc na cyrki i przedstawienia pod pałacem nasuwało mi się jedno, bardzo trafne określenie Marszałka Piłsudskiego: "Kraj piękny, tylko ludzie k***y" - coś w tym jednak jest.
W tym wszystkim już dawno przestało chodzić o pamięć tych, co zginęli i nikt nie odmawia tej pamięci nikomu. Teraz chodzi po prostu o strzelanie na oślep rządzą zemsty za to, że JK (lub ten, którego imienia, nie chce mi się wymawiać) nie został prezydentem. A przecież on rządzić musi, bo inaczej wariuje - to teraz mamy.
Skompromitował się już chyba wszędzie poza swoim zaślepionym elektoratem ludzi z obłędem. Nie uznaje prezydenta, a sam oskarża rząd o brak szacunku dla poprzedniego i do tego jeszcze wrabia w zamach. Kończy wojnę Polsko - Polską, a potem wywołuje jeszcze większą niż przed kampanią... Przykładów mogę mnożyć wiele, ale każdy rozsądny Polak to wie, widzi i wnioski wyciąga.
Pocieszające jest to, że swoim gadaniem i pisaniem listów może stracić reputację na całym świecie, a wtedy to już na pewno wyżej tyłka nie podskoczy...
Wracając jeszcze do samego "krzyża" (bo przecież 2 skrzyżowane deski nim nie są).
Najbardziej przykre jest to, że Kościół - a ściślej władze kościoła stchórzyły w tej sytuacji i nie zajmowały jednego stanowiska w tej sprawie. Przykre jest też to, że kardynał Dziwisz, do którego miałam szacunek poparł ta maskaradę. Księża pokroju Macharskiego już nie wrócą :/ i takich prawdziwych, mądrych już coraz mniej.
Tyle pisania na ten temat. W zasadzie to już mi się nie chce w ogóle tym zajmować i mam dość polityki, dość oglądania tvn24 robiącego sensację z każdego wyczynu szaleńców, pseudoobronców i PISmaków i rządu mam już dość i Palikota też...
Jak to miło, że tak ładnie jest na dworze :)
Komentarze (0)7 października 2010 23:00
"To już minęło, ten klimat, ten luz..."
Koniec wakacji, już tydzień zajęć za mną. Ledwo skończyłam być studentką jestem nią znowu - i dobrze, muszę się oswoić z tą myślą, że już bardziej praca niż nauka mnie interesować powinna. Więc GP na luzie niech będzie. Już nic nie muszę. Tytuł magistra jest - niby zobowiązuje - ale fak de system ;)
Wakacje miałam krótkie, ledwie 1,5 tygodnia. Czas się przyzwyczajać, bo już lepiej może nie być. Kiedy inni mieli wakacje ja dziergałam magisterkę i naprawdę mam już jej serdecznie dość - leży sobie na szafie.
Szkoda mi, że to już koniec moich geograficzno-kartograficznych studiów. Jakoś tak nie potrafię sobie wyobrazić siebie poza murami Gmachu Głównego... Jeszcze tego nie czuję, ale pewnie już na początku listopada będzie mi czegoś strasznie brak. Już czuję się dziwnie mówiąc, że STUDIOWAŁAM geografię... i chyba tak będzie jeszcze przez jakiś czas.
Pamiętam, jak na 1 roku mgr. przechadzając się korytarzami Instytutu z dziewczynami, rozmawiałyśmy o tym, że będziemy to wspominać, kiedy przyjdzie czas rozstania z tym miejscem i z tymi ludźmi. Patrzę się na wygaszacz mojego komputera - zdjęcia korytarzy, ludzi z którymi się "użerało" ;) kilka ładnych lat i te wszystkie podróże, te wspaniałe miejsca, które odwiedziłam i których nie poznałabym zapewne, gdyby nie te studia. Darnków, Lubawka, Orle, Boszkowo, objazdówka... twarze, widoki, filmiki przypominają wszystkie te fajne momenty i fajnych ludzi. Bardzo często zawieszam się na wygaszaczu komputera... bo to takie studia, że będzie się często wspominać, bo jest co wspominać i jest tego wiele.
I choć ciężko u nas z pracą, nie żałuję swojego wyboru. Było fajnie, bo to najlepsze studia :) Jak to się kiedyś mawiało geografia rządzi! ;)
Ehh, sentymencior będzie, wszak GP to już nie to samo...
Mogłabym tak godzinami, ale w obawie przed kolejnym zawieszeniem się zakończę.
Dużo bym dał, by przeżyć to znów
Wehikuł czasu to byłby cud...Komentarze (1)16 września 2010 23:31
Blog reaktywacja III
Oho, dłuugo nie pisałam, to już prawie rok...
Teraz jeszcze nie mam czasu, ale po
22 z pewnością znajdę trochę żeby bloga znów ożywić :) Jeszcze tylko 1 ważna rzecz do osiągnięcia i będzie trochę przerwy.
Poza tym nie byłabym sobą, gdybym nie napisała nic o MŚ w siatkówce, które już niebawem ^^ A jeszcze przecież sprawa krzyża do skomentowania oraz kilka refleksji o czasach minionych, oj dużo się działo.
Pozdrawiam tych, co to może jakimś trafem to przeczytają.
Komentarze (3)4 listopada 2009 14:31
Zimowo
Spadł śnieg we Wrocławiu - to znaczy, ze jest źle, bo jeśli na
wyspach ciepła jest już zimowo, to znaczy że zaczyna się prawdziwa zima... Co prawda zaraz stopniał, a na jego miejsce przyszły ulewne opady, ale fakt jest faktem.
A ja siedzę w mieszkaniu, nudzę się i walczę ze snem ;)
To pierwszy taki luźny semestr od niepamiętnych czasów. Zajęć niewiele, co chwile jakieś wypadają, zadań tez stosunkowo mało. Wiadomo, są w tym roku ważniejsze rzeczy do robienia (przemilczę TE rzeczy, po co psuć sobie humor :P Coś tam się tworzy powoli).
Jesień upływa mi pod znakiem wiecznych i wszechobecnych remontów. W domu remont, w mieście remonty dróg, przyjadę do Wrocławia, tu też remont placu przez który codziennie muszę się przedzierać. Idę na Uniwersytet, a tam remont :/ Jeszcze gdy wracałam z Wszystkich Świętych, to po drodze stało się w korkach, bo... remonty.
Obłęd...ale to przynajmniej znak, że kasa jest :) Niech się państwo i obywatele bogacą :P
Wielu ciekawych wynurzeń nie mam, ale milczeć zbyt długo tez nie ładnie.
Czasem mnie korci, żeby napisać o naszych beznadziejnych piłkarzach i PZPNie, ale chyba szkoda na to internetu...
Senne do rychłego poczytania.
P.S. Na deszczowe popołudnia polecam
Spadkobierców :)
Komentarze (0)17 września 2009 19:03
Praktykowy wrzesień
Już wrzesień...i tak od prawie 2 tygodni moje wakacje trwają w zawieszeniu. Powód? Praktyki magisterskie. Nie jest źle, "pracuję" od 9 - 15, w pewnym wydawnictwie i dużo się uczę. Myślałam, że będą nudy, albo jakaś nie związana z tematem robota, a tu miłe zaskoczenie - potraktowali nas serio.
Na szczęście po powrocie do domu słodkie lenistwo with Maryś, prawie codziennie goście, jest fajnie :)
Mam internet, mam laptopa, mam z kim pogadać, co zjeść i mam czysto w mieszkaniu :) Czego chcieć więcej? A za tydzień, po skończonych praktykach jeszcze tydzień wakacji i piknie!
Tylko mogło by być słonecznie, aczkolwiek temperatura mi odpowiada ;)
Rany, co ja tak mało narzekam ostatnio? Może po prostu nie ma na co, no i
Polska Mistrzem... ;PP
Komentarze (0)15 września 2009 00:02
Siatkarze Mistrzami Europy!!!
Wybaczcie długie milczenie, ale niewiele się działo.
Dziś muszę napisać o tym co nastąpiło wczoraj i w co do dzisiaj jeszcze tak naprawdę trudno mi uwierzyć :)
Mamy złoto :D Mamy mistrzostwo Europy, wywalczone w wielkim stylu, bez porażek w emocjonującym finale, po jeszcze ciekawszym półfinale, a nade wszystko bez 3 podstawowych zawodników.
To się nazywa wyczyn! Piłkarze chować się po kątach, bo powinniście za nimi ręczniki nosić.
Wczoraj wielkie emocje, dzisiaj również. Ale ta cała "gorączka siatkarska" nie za bardzo mi się podoba. Będzie jak zwykle, teraz każdy zainteresowany, a za parę miesięcy albo po pierwszej porażce tradycyjnie większość zapomni, a telewizje nawet nie wspomną o tym sporcie - choć dziś w każdym programie siatkarze - odpowiadają na żenujące czasem pytania (w kółko na te same :/). No ale nie o tym chciałam pisać.
Dzięki wielkie, że to kolejny sukces sportowy w tym sezonie, największy sukces od kiedy interesuję się siatkówką :) (nie zapominam o srebrnym medalu z MŚ ;)). Dziękuję i gratuluję!
"Najlepsi z najlepszych, spełnia się sen
Najlepsi z najlepszych czerwień i biel.
Nadzieja w złoto zmienia się
Najlepsi z najlepszych, dziś jest nasz dzień!"Komentarze (0)16 sierpnia 2009 00:43
A może tak morze?
Właśnie dziś wróciłam z tygodniowych wakacji nad polskim zimnym Bałtykiem :P
Pogoda względnie dopisała, zdążyłam się spiec, więc spoko ;P Z tym moim brakiem albedo to jednak nie wyszło tak jak chciałam, ale widocznie pewnych rzeczy się nie przeskoczy ;)
Co oprócz Bałtyku? Chociażby urokliwy (i zatłoczony) półwysep Helski, albo Sopot pełen przepychu i luksusowych hoteli i oczywiście fale na morzu :)
Gdyby nie małe dolegliwości zdrowotne, byłoby super.
Co do Władysławowa, to takie trochę nudnawe miejsce... jedna aleja gwiazd sportu, ośrodek przygotowań olimpijskich Cetniewo, port, plaża (te pety w piasku...), nawciskane domki i dyskoteki wszędzie (rany jakie to nie moje klimaty) - i właściwie tyle ;P
Wszędzie pełno brązowych foczek opalających się na...czarno? Bo już chyba bardziej po solarce się nie da, a jednak się opalają...no i marnych szpanerów pełno. Jakoś swobodniej się czuję w górach - tam jest klimatycznie. Tutaj klimat miało tylko molo w Sopocie.
Wiem, narzekam. To na koniec optymistycznie...hmm...żarcie było dobre ;P Nie schudłam w ogóle nooo...
A teraz idę spać, bo mnie podróż wykończyła...
Acha, jeszcze jedno. Autostrady w Polsce są, sama widziałam fragmenty trzech ;P (A4 wiadomo w zasadzie cała, do tego A1 i A2 - obydwa kawałki już płatne :/)
Komentarze (0)31 lipca 2009 12:24
Dumni po zywcięstwie...i tyle.
Dziś kolejna notka z cyklu krytycznych, tym razem mam zamiar poznęcać się trochę nad kibicami, czyli grupą do której w zasadzie należę. Wiem, że wielu czytelników tego bloga nie przyswaja sportu w żadnej postaci, jednak zaryzykuję, bo problem wart jest poruszenia.
Na początku należałoby wspomnieć, że mamy kibiców i "kibiców". Ci pierwsi są "Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce" - nie tracąc oczywiście przy tym zdrowego rozsądku i nie popadając w fanatyzm. Drudzy w zasadzie kierują się tylko słowami "Dumni po zwycięstwie" i na tym koniec. Gdy przychodzi porażka, sypią się oskarżenia. Tak jest wszędzie.
Mamy wiele rodzajów "kibiców". Są kibice piłkarscy, którzy demolują stadiony i wszczynają burdy, frajerzy dający się pokroić za klub, podczas gdy pod koniec sezonu dowiadują się, że cała liga była sprzedana...
Są kibice skoków narciarskich, których od jakichś 2 sezonów jest coraz mniej, a ich miejsce zajmują rozwrzeszczane fanki Schlieriego, pałające wręcz nienawiścią do Adama, bo nie jest przystojny.
Jest dość podobna, choć o wiele mniejsza grupa kibiców Kubicy, którzy jeszcze rok temu tłumnie zasiadali przed TV w niedzielne popołudnia, a w tym roku wyzywają tylko Roberta od najgorszych, nie wspominając nawet o tych, którzy takie obelgi rzucali od kiedy Robert zaczął startować w F1.
Są także inne grupki kibiców np. pływania, którzy potrafią jednego roku dopingować Otylię gdy zdobywała medale, a potem mieszać ją z błotem, nazywając morderczynią, gdy przez własną głupotę spowodowała wypadek.
Oczywiście są także zwyczajni kibice, na których rzeczywiście zawsze można liczyć, którzy nie mieszają z błotem swoich idoli, gdy tylko zdarzy się wpadka. Chcę wierzyć, że jest ich nadal wielu.
Pominęłam, celowo, jedną z ważniejszych ostatnio grup kibiców. Oczywiście kibiców siatkarskich, o których przede wszystkim chcę tu napisać. To grupa którą zawsze stawiano za wzór kibicowania. Wspaniała, pokojowa atmosfera na trybunach, siódmy zawodnik na boisku i wiele jeszcze tego było. Nie śmiem zaprzeczać, że tak jest, jednak jak w każdym z wymienionych wyżej przypadków są i ujmy na nieskazitelnym obliczu najlepszych kibiców na świecie.
Tak naprawdę zaczęło się w roku 2006 - Wicemistrzostwo Świata, to bardzo dobry moment, aby reprezentacja stała się modna. Wiedziałam doskonale co znaczy ten sukces: wysyp kibiców, a szczególnie "kibiców", którzy mają dość słabe pojęcie o siatkówce i w dodatku wymagają tylko sukcesów, a w razie porażki nie przebierają w środkach, nie zapominając o faneczkach superprzystonych siatkarzy (typu loffciam Mariushkaa). I stało się, normalna kolej rzeczy. Od tego momentu czasem aż strach czytać komentarze na forach. Są wygrane, jest chwała "kochamy was, jesteście najlepsi" - wspaniale. Szkoda tylko, że gdy turniej zakończy się porażką zaczyna się wyzywanie od nieudaczników, cieniasów itp. W ten wir krytyki dają się wpuścić działacze i sukcesywnie wymieniają nam trenerów.
Kibice zawsze znajdą kozła ofiarnego, bo siatkarz nie mógł grać w turnieju z powodu kontuzji, więc to jego wina, że przegrali. Na pewno mógł grać tylko nie chciał, za często ma te kontuzje i to podejrzane. Oskarżano tak już Wlazłego (fakt faktem, powiedział kiedyś za dużo o tym, co myśli), oskarżano też Świderskiego - dla mnie wzór siatkarza, zawsze gotowy do gry - jednak to nie przeszkadzało komuś oskarżyć go o symulowanie dolegliwości. Teraz oskarża się Winiarskiego, za kontuzję która, jak się okazało, była poważna i wymagała zabiegu. Przed wydaniem diagnozy posypały się oskarżenia i nawet teraz, gdy wszystko już jasne, znajdą się tacy dla których to wszystko jest pretekstem do unikania reprezentacji. Na fali tych podejrzeń, każdy zawodnik, który ma kontuzje z góry jest podejrzewany o symulowanie. To jest bez wątpienia chore. Zapewne za rok w przypadku sukcesów (oby) już nikt nie będzie o tym pamiętał, a na ustach wszystkich znów będzie "jesteście kochani".
Takie sytuacje bulwersują, ale każdy użytkownik komputera wie, że internet to miejsce, gdzie każdy, bezpiecznie i anonimowo może napisać co chce o kim chce, więc coraz mniej takie zachowanie dziwi.
Jednak polskie "piekiełko" ma się dobrze i rozwija na coraz to nowych frontach.
Cóż łaska pańska na pstrym koniu jeździ...nawet w przypadku takich kibiców, o których świat myśli, że są najlepsi. Na szczęście, póki co, rozsądnych (ale oczywiście nie bezkrytycznych) kibiców jest wielu i oby tak pozostało.
Pozdrawiam wszystkich normalnych kibiców :)
Komentarze (0)17 lipca 2009 12:08
Zielone wzgórza nad Soliną

W tamtym tygodniu gościłam na Podkarpaciu.
Pogoda generalnie dopisała, choć miało być deszczowo. Dotleniłam się za wszystkie czasy :) Jednak domek z wielkim ogrodem to jest coś.
Wybrałam się również w Bieszczady, ale z braku czasu "zwiedzałam je od dołu" ;) I tak są piękne, a Jezioro Solińskie...hmm malownicze.
Nie rozumiem tylko czemu tam sprzedają ciupagi i kowbojskie kapelusze...ale interes się kręci.
Teraz siedzę w domu, upał niemiłosierny, od czasu do czasu przechodzą burze - tak było w tym tygodniu. Na szczęście przyroda pozwoliła na obejrzenie meczy siatkarskiej Ligi Światowej i nie zabrała mi Polsatu :)
Za 3 tygodnie nad morze, ale do tego czasu wypadałoby coś porobić z pracą magisterską...ehh...strasznie mi się nie chce :( Odkładam tak z dnia na dzień, ale już w przyszłym tygodniu coś zrobię, może nawet w ten weekend. Już się chyba dość wynudziłam.
A co u was?
Komentarze (0)
| Wstecz |